sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 12

~Harry~  

 Powoli zapadał zmrok, kiedy podjechałem pod dom i zaparkowałem na podjeździe. Spokojnie wyszedłem z auta, po czym udałem się po schodkach do wejściowych drzwi.
Naciskając na klamkę, nie wiedziałem jeszcze, że to, co potem zobaczę zmieni moje życie. Co więcej- całkowicie je zburzy.
Przekroczyłem próg i pierwszym, co rzuciło mi się w oczy był brak płaszcza Grace w przedpokoju, jednak zlekceważyłem to, pomyślawszy, że mogła go schować, robiąc porządki.
-Już jestem!- oznajmiłem głośno, lecz odpowiedział mi tylko głuchy pogłos. Rozejrzałem się po salonie, ale nie było jej tam. – Grace?- zapytałem.- Grace, gdzie jesteś?
Jedynie odgłos moich kroków zakłócał zupełną ciszę, w jakiej był pogrążony cały dom. Równomierne uderzanie o panele roznosiło się echem chyba po wszystkich pokojach.
-Grace, nie bawimy się w chowanego, to nie czas na głupie gierki, wyłaź! Grace!- wołałem.
Cisza.
Zacząłem się lekko niepokoić, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza: byłem kurewsko zdenerwowany.
Tylko omiotłem wzrokiem pustą kuchnię i od razu pobiegłem na górę. Nieco ciszej podszedłem do zamkniętych drzwi, mając nadzieję, że nie słyszała jak wchodziłem, pomimo mojego darcia ryja. Byłem pewny, że tam ją znajdę i z przypływu nagłej złośliwości chciałem ją przestraszyć. Powoli nacisnąłem na klamkę, po czym szybko otworzyłem drzwi, które z hukiem uderzyły w ścianę.
-Aha!- krzyknąłem triumfalnie, jeszcze zanim zdążyłem się zorientować, czy rzeczywiście była w pokoju. Tak bardzo się zawiodłem...
Nasza sypialnia wyglądała jak zazwyczaj. Na pozór. Kiedy otworzyłem szafę, zobaczyłem coś, czego z całego serca i zupełnie szczerze nienawidziłem- pustkę. Nie znajdowała się w środku ani jedna rzecz. Wyciągnąłem z komody pierwszą lepszą szufladę, przejrzałem ją i odrzuciłem, przez co z trzaskiem uderzyła o podłogę. Przeszukiwałem w ten sposób wszystkie szafki, lecz za każdym razem nic nie znajdowałem. W łazience nie było żadnych damskich kosmetyków, nawet jej szczoteczki do zębów. 
-Gdzie się podziewasz, do kurwy nędzy?!- ryknąłem.
Panika rozpanoszyła się w mojej głowie, wróciłem do wspólnego pokoju, obijając się po ścianach jak w amoku. Wszystko zaczęło do mnie docierać i uświadomiłem sobie tą cholernie bolesną prawdę. W jednej chwili cały mój świat runął jak domek z kart. 
Odeszła.
Tak po prostu zniknęła.
Zabrała mi wszystko, bo zabrała siebie.
-Zostawiła mnie...- szepnąłem, nie wiadomo do kogo.- Zostawiła!!!- wrzasnąłem przeciągle, praktycznie zdzierając sobie gardło. Moja pięść z rozmachem uderzyła w wiszące na ścianie lustro, którego odłamki rozprysły się po pomieszczeniu. Byłem zupełnie jak jego szklana tafla- kiedyś codziennie mogłem oglądać jej piękną twarz, ale nagle, w jednej chwili zostałem rozbity na maleńkie kawałeczki, których nie dało się już złożyć z powrotem. 
Ciepła krew powoli kapała z licznych ranek na moich knykciach. Nie zważając na to, włożyłem palce we włosy i ciągnąłem z całej siły, jednocześnie wydzierając się najgłośniej jak mogłem. Nie czułem bólu, ani rąk ani gardła; nic nie mogło boleć bardziej niż moje złamane serce. Głos zaczął mi drżeć, a zaraz zanim całe ciało. Opadłem na podłogę i przez dobrą godzinę leżałem wśród resztek szkła i swojej dumy, trzęsąc się, krwawiąc i płacząc.Gdyby był konkurs na najbardziej żałosny widok na świecie, wrak człowieka lub obraz nędzy i rozpaczy, na pewno bym wygrał, jednakże nie mógłbym świętować zwycięstwa, gdyż właśnie przegrałem coś najcenniejszego w moim życiu.
Bo Grace była dla mnie wszystkim.
I nie zostało mi już nic.




   W ciągu kilku godzin zdążyłem się trochę opamiętać, co nie znaczy, że się z tym wszystkim pogodziłem, albo co gorsza, że mniej cierpiałem. Zdołałem podnieść się z ziemi i zadzwonić do niej jakieś 27 razy, ale za każdym razem nie dało się zrealizować połączenia. Zauważyłem w kuchni świeży obiad, co więcej było to moje ulubione danie, zupełnie tak jak powiedziała podczas naszej ostatniej rozmowy. Chociaż byłem cholernie głody, nie zjadłem go, ponieważ nie byłbym w stanie tknąć czegoś przygotowanego przez jej ręce, nie łkając przy tym cicho. Postanowiłem, że pójdę na spacer, bo oszalałbym siedząc do końca dnia, sam jak palec, w domu pełnym wspomnień. Musiałem odetchnąć. Narzuciłem swój płaszcz i wyszedłem z domu.
Rześkie, wieczorne powietrze musnęło mój kark. Zaczęło przenikać całe moje roztrzęsione ciało. Odetchnąłem nim głęboko, próbując ukoić zszargane nerwy, co jednak nigdy nie przychodziło mi łatwo. Tylko Grace udawało się okiełznać moje wybuchy złości, pomimo że często, zupełnie nieświadomie, sama je wywoływała. Z resztą, nawet ona nie zawsze była w stanie cokolwiek na nie poradzić. Nienawidziłem się za to, dosłownie gardziłem każdą cząstką swojej duszy i ciała. Nie znosiłem tego popierdoleńca, którym się stałem, tego dupka, który traktował swoją ukochaną jak gówno. A przez te dwie części mojej osobowości ta normalna strona mnie ucierpiała jak tylko mogła. Nie miałem już nikogo tak bliskiego, bym mu w pełni ufał, bym go bezgranicznie kochał. Może kilka osób z dalszej rodziny, rozrzuconych gdzieś po świecie, z którymi urwał się kontakt. Właśnie kiedy zostałem sam, pożałowałem wszystkiego, co źle zrobiłem, a było tego sporo. Bez niej nic już nie było takie samo. Jak to mówią "dopiero gdy coś stracisz, zaczynasz to doceniać"   Przez mrok zapadającej powoli nocy przebijało się tylko niewyraźne światło ulicznej lampy. Na początku swojej wędrówki przyglądałem się tylko sznurówkom w swoich butach, jednak potem zacząłem się rozglądać dookoła. Idąc ulicami miasteczka zauważyłem, że wszystko przypomina mi Grace. Mijałem jej ulubioną lodziarnię, gdzie objadaliśmy się w niedzielne popołudnia; sklepik, w którym dorabiała, zanim dosrała się na staż w redakcji. Muzyka dudniła głośno z klubu, w którym imprezowaliśmy jako nastolatkowie, wciskając się do środka na fałszywe dowody, upijając się razem, by zapomnieć o wszystkich problemach. Nie było to zbyt odpowiedzialne, tak jak sytuacje w naszych domach nie były sielankowe. Raz na jakiś czas musieliśmy się wyszumieć, a dopóki byliśmy razem, wszystko było w porządku.
Mogłem tam wstąpić, by wmieszać się w tłum ludzi i tym razem zapomnieć o problemach, ale poszedłem dalej z dwóch powodów: na chwilę musiałem być sam, ale nie chciałem zapominać.
Po kolejnych kilkunastu minutach drogi i rozmyślań dotarłem do głównego celu. Niespiesznie wspinałem się na niewielkie wzniesienie, gdzie znajdowało się nasze zaciszne miejsce. Będąc na górce, podszedłem pod wielki dąb, który rósł praktycznie na środku, i przejechałem palcami po wgłębieniu w korze. Wyryte przez nas kilka lat wcześniej serce z naszymi inicjałami oraz dopiskiem "na zawsze", oczywiście było tam bez zmian. Szkoda tylko, że między nami tak wiele się zmieniło i brakowało przy mnie jednej połówki z napisu "G+H".
Usiadłem na trawie pod nim, nie zważając na wypustki drzewa wbijające mi się w plecy ani chłód ciągnący od ziemi. Mógłbym ciągle zastanawiać się czemu i jak ode mnie uciekła, ale jaki to miało sens? Nic bym nie zmienił, tylko bardziej się zdołował, a i tak byłem już blisko od podcięcia sobie żył, czy powieszenia się, o ironio, chociażby na tym właśnie dębie.
Miałem tylko dwie opcje: odpuścić i dać jej odejść lub znaleźć ją i zrobić wszystko, by do mnie wróciła. Chyba nie trudno zgadnąć, którą możliwość wybrałem. Może to egoistyczne, z pewnością desperackie, ale potrzebowałem jej do życia tak jak powietrza i po prostu musiałem działać. Byłem skory zaryzykować, choćbym miał szukać jej do szukać aż do starości, byle tylko ją zobaczyć, przeprosić i umrzeć zaraz potem. 
Zacząłem już układać plan.
To jeszcze nie koniec. To tylko ciężki start w nowy, lepszy początek. 



   Otrząsnąłem się ze wspomnień, które najwyraźniej zamroczyły mnie na dłuższą chwilę. Zauważyłem, że wciąż siedzę na kanapie, zapewne w mieszkaniu Grace, dokładnie naprzeciwko niej. Dziewczyna patrzyła w moim kierunku, będąc równie zdezorientowaną co ja, ale jej pełen konsternacji wzrok błądził gdzieś dookoła. Poranne światło wpadało przez rozchylone w salonie żaluzje, tworząc wokół niewielkiej blond głowy coś w rodzaju aureoli. Rzeczywiście tak wyglądała, mój anioł. 

-Boże, jak ja za tobą tęskniłem...- odezwałem się pierwszy, zanim ona lekko otworzyła usta, by coś powiedzieć. Nie dając jej dojść do słowa, zbliżyłem się i musnąłem jej wargi swoimi, ostatecznie zostawiając wyraźny pocałunek na czole. Westchnęła cicho, chcąc nie chcąc ocierając swój nos o mój. Nasze twarze były tak blisko od siebie, a oddechy przyśpieszyły. Przywarłem do niej czołem, szepcząc:
-Tak długo marzyłem, że znowu cię zobaczę. Cały ten czas szukałem, a teraz jestem tu i wręcz mogę...
-O nie, nie- wysapała nagle, przerywając mi. Raptownie odsunęła się na koniec sofy, odgradzając mnie od siebie rękami.- Cholera, to takie niewłaściwe! Ja... myślę, że powinieneś już iść Harry.- oznajmiła zmieszana, przesuwając dłonią po twarzy i masując nasadę nosa, jakby próbowała się uspokoić. 
-Um, dobrze, zmierzę to okno następnym razem.- zgodziłem się, po czym wstałem i powoli podszedłem do drzwi. 
-No nie, Harry, chodzi o to, że raczej... nie będzie żadnego następnego razu.
-Oczywiście, że będzie, kochanie. Musi być. 




__________________________________________
Hej, jak mijają wakacje?
Długo myślałam nad tym rozdziałem, ze względu na refleksje Harry'ego, ale i tak dodaję go wcześniej niż planowałam, więc jestem zadowolona.  
Teraz wiecie jak wyglądało odejście Grace z obu perspektyw. Co sądzicie?
Zamierzam wkrótce zmienić szablon, ale coś mi się poknociło, więc teraz nie jest zbyt ładnie, wybaczcie. 
Postaram się w najbliższym czasie "odświeżyć" bloga i bardziej go ożywić, co wiąże się z zaganianiem samej siebie do pracy nad rozdziałami. 
Mam nadzieję pokonać lenistwo i chwilowe braki weny. 
Trzymajcie kciuki :) x 

P.S. Bardzo proszę, informujcie mnie o zmianie usera na twitterze, bo nie mogę Was informować o nowych rozdziałach. Piszcie nowe w komentarzach, tu lub w zakładce "informowani".

10 komentarzy:

  1. Prosze dodawaj częsciej te rozdziały! To jeden z naj ff jakie czytałam !

    OdpowiedzUsuń
  2. SWIETNE ale pisz czesciej a nie raz na miesiac :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Miki jest zwykłą nastolatką z Polski. Jej życie nie jest zbytnio ciekawe, ale oczywiście do momentu. A wszystko zaczęło się czerwcowego wieczora, kiedy Liam Payne dał jej follow na twitterze.
    Zapraszam na mojego bloga: http://pokonac-grawitacje.blogspot.com
    xo

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam ciebie do Liebster Blog Award. Pytania są na moim blogu.
    http://innocency-zaynmalik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny tylko prosimy dodawaj częściej :(

    POLECAM: http://i-was-forced-i-had.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  6. Moglabys mnie powiadamaiac? Ask.fm/unwrittensoulx dziekuje. Najlepsze ff. Neeext

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak dla mnie czas oczekiwania to jakiś żart. Kolejne rozdziały nie wnoszą nic do fabuły, można powiedzieć, że stoimy w miejscu...
    Trochę się zawiodłam, bo myślałam, że to ff będzie pełne akcji.
    Czekamy 2 miesiące na nowy i zamiast ciekawych sytuacji otrzumujemy kilka flashbacków.
    Proszę, dokonaj pewnych zmian albo zadaj sobie pytanie czy dajesz radę.
    Chcę zostać przy Fear, naprawdę.
    Pozdrawiam; LuckyLuke c;

    OdpowiedzUsuń
  8. wspaniale,ale moglabys dodawac rozdzialy czesciej :c czekam na kolejny rozdzial x batmanhehehe,ily x

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej! Jeśli szukasz zwiastunowni, która stworzy dla Ciebie w pełni magiczny i zadowalający zwiastun, zapraszam na http://magiczne-zwiastuny.blogspot.com/ - zwiastunownię jedyną w swoim rodzaju.

    OdpowiedzUsuń