czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 8

34 komentarze:
     -Co zrobiłaś?!- wykrzyknęła zdziwiona Rose gwałtownie wstając z łóżka.
-No... To było... W samoobronie!
-Grace do cholery, kto przy zdrowych zmysłach całuje groźnego psychola w samoobronie?!
-Może trudno to zrozumieć...- Zaczęłam, jednak ucięłam w połowie, nie znajdując odpowiednich słów. Sęk w tym, że ja sama tego nie rozumiałam. Nie wiedziałam po jakiego chuja w ogóle pchałam język w jego usta. Może mój dawny instynkt Co- Robić- Kiedy- Harry- Świruje ponownie dał o sobie znać. Przez wspólnie spędzone lata nauczyłam się skutecznie koić jego nerwy, zwalczać chore pożądanie, czy agresję. Zasadniczo sprawdzało się kilka metod:
    Cisza. Coś, czego Styles szczerze nie cierpiał. Coś co kojarzyło mu się z pustką i samotnością, czyli czymś czego nienawidził jeszcze bardziej. Kiedy wybuchał gniewem- milkłam. Potrafiłam nie odzywać się cały dzień, nawet unikać jego wzroku i wszelkich dotyków. Zupełnie jakby mnie nie było. To doprowadzało mojego byłego do obłędu. Zero jakichkolwiek dźwięków, których nie wydawałby on sam, brak odzewu z mojej strony. Kiedy zamykałam się w sobie pojmował, że przemocą nic nie zdziała. Szybko łagodniał i dawał za wygraną. Przepraszał, wręcz błagał, żebym powiedziała chociaż słowo. Przytulał mnie, nosił na rękach, łaskotał- próbował wszystkich subtelnych sposobów, byle usłyszeć cokolwiek z moich ust. Wracał do swojej słodkiej normalności, którą kochałam w nim najbardziej.
     Odwet. Odparcie ataku. Jakkolwiekby tego nie nazwać- musiałam na chwilę stać się taka jak Harry. Skumulować całą złość i wyżyć się na nim, tak jak on sam to robił. Nie umiałam w prawdzie katować do nieprzytomności, ale cóż... Takie wybuchy nie zdarzały mi się często, bo zawsze mocno je przeżywałam. Nie jestem święta, tylko z natury dość spokojna, dlatego nie lubiłam działać w ten sposób. Zawsze jednak coś udawało mi się osiągnąć, więc chcąc nie chcąc czasem dawałam się ponieść. Krzyczałam i wyzywałam (dzięki Bogu, że najbliżsi sąsiedzi znajdowali się jakieś pół kilometra od naszego domu i nie słyszeli tych awantur); nawet biłam- chociaż jak łatwo stwierdzić, kilkukrotnie silniejszy chłopak ani drgnął. Coś jednak drgało w jego sumieniu. Skoro doprowadził delikatną Grace River do takiego stanu, to naprawdę musiał jej zaleźć za skórę. Wtedy ogarniał się, chwytał mnie przymilnie za nadgarstki, i nie zważając na zawziętość z jaką się szamotałam, przyciągał do swojego torsu, po czym całował w czoło. Nerwy opadały nam obojgu i panował spokój. Aż do następnego razu....
     Pocałunek. Taktyka, która działała tylko poza domem, gdzie całowanie się z wnerwionym Stylesem mogło poprowadzić do seksu. Normalnie nie miałabym nic przeciwko, przecież nie zaprzeczę, że to lubiłam (jak chyba każdy). Jednakże igraszki z "panem wkurwionym" nie były miłym doznaniem. W każdym razie, stosowałam metodę nr 3 tylko kiedy gdzieś wychodziliśmy. Tak jak poprzedniego wieczoru, kiedy wykorzystałam ten sposób w restauracyjnej łazience. Szczerze mówiąc, nie było to do końca bezpieczne, skoro biło od niego pożądanie skłaniające do ruchania na umywalce. Pomimo to zaufałam intuicji, która twierdziła, że mój oprawca nie byłby do tego zdolny. Wbrew swoim słowom cenił sobie prywatność i dbał o intymność podczas owych przyjemności. Chyba dawało mu to poczucie, że jestem wtedy tylko i wyłącznie dla niego.
     Skrótowo streściłam moje teorie Rose, która przyglądała mi się oniemiała.
-Pocałowałaś go, żeby móc uciec z toalety? Na tym polegała twoja samoobrona?
-Tak, można tak powiedzieć.
-Nie sądzisz, że to go jeszcze rozochociło, dało jakąś nadzieję?
-Wątpię. Bo kolejny problem jest taki, że niestety moje starania nie zawsze działały. Z czasem Harry zrozumiał jakich sztuczek przeciwko niemu używałam i jakoś się uodpornił. Po jakimś czasie przestałam sobie radzić. Wtedy zaczął denerwować się bardziej, krzyczeć głośniej i... bić mocniej.
-Nawet sobie nie wyobrażam, przez co przechodziłaś.-Przyjaciółka zakryła usta dłonią i westchnęła ze współczuciem.- A wczoraj to zadziałało?
-Na szczęście tak. Wydaje mi się, że już zapomniał do czego bywałam zdolna. Zupełnie dał się ponieść. Poddał się mi, jak potulny baranek- Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Może i umiał mnie zastraszyć, ale fakt, że po takim odstępie czasu dalej na niego działałam i był uległy, dawał mi jakieś światełko nadziei. Napawał mnie odwagą do ponownego pozbycia się go z mojego życia, pokonania go w walce, którą sam rozpoczął.
Byłam gotowa.

~*~

     Obudziłam się w swoim łóżku, ubrana w tą samą sukienkę co poprzedniego wieczoru. Jasne promienie porannego kwietniowego słońca oświetlały błogą twarz Rosie, śpiącej obok mnie. Nie miałam serca jej budzić. W nocy wyjawiłam wiele trudnych do pojęcia faktów, które mogły ją nieco oszołomić. Niech odsypia, w końcu od tego tej sobota. Ja miałam zamiar spędzić weekend na wkuwaniu, gdyż egzamin z obszernego działu "Zagrożone gatunki" zbliżał się nieubłaganie, a ja już czułam na karku złowrogi oddech porażki. Muszę się wziąć w garść, żeby mnie nie dopadła.
     Nie łatwo pogodzić studia dzienne z pracą, a na dodatek znaleźć w tym wszystkim czas na życie towarzyskie. Dzięki Bogu za takiego wyrozumiałego szefa jak Ryan, który dostosowuje godziny mojej zmiany do planu zajęć na uczelni.
     Niechętnie zwlokłam się z wygodnego posłania i poszłam do łazienki. Zaśmiałam się ironicznie do swojego odbicia w lustrze. Wyglądałam jakbym po grubej imprezie i postanowiła przespać się w śmieciarce, delikatnie mówiąc. Rozczochrane włosy, fioletowy ślad na skroni, lekko opuchnięta buzia i podkrążone oczy, spod których ciągnęły się ciemne smugi od rozmazanej przez łzy mascary. Do tego wymiętoszona sukienka, jak wyjęta psu z gardła oraz odbity na szyi ślad po naszyjniku. Cud, miód, malina.
Westchnęłam na obraz siedmiu nieszczęść, którego byłam ucieleśnieniem i zabrałam się za poprawianie swojego wyglądu. Przemyłam twarz zimną wodą, dzięki czemu na dobre się rozbudziłam. Usunęłam makijaż, a raczej to co z niego zostało, po czym spięłam włosy w wysokiego kucyka.
"Wielkie dzięki Harry, teraz muszę jakoś zamaskować tego siniaka", pomyślałam zirytowana, po czym ukryłam limo pod świeżą warstwą korektora i podkładu. Następnie przebrałam się w legginsy oraz luźną bluzę z logo Univesity Collage London. Kiedy doszłam do wniosku, że prezentuję się względnie normalnie, wróciłam do sypialni, ale nie było tam mojej przyjaciółki.
-Rose? Jesteś?- Zapytałam głośno, żeby ją zlokalizować.
-W kuchni!- Odkrzyknęła wesoło.
Powłócząc nogami zeszłam na parter, gdzie rzeczywiście zastałam dziewczynę smarującą pieczywo.
-Zrobiłam tosty- Uśmiechnęła się, podając mi talerz.
-Dziękuję, umieram z głodu!- w tej samej chwili mój żołądek wydał z siebie przeciągłe burknięcie, jakby na potwierdzenie tych słów. Właściwie nie tknęłam w restauracji swojej sałatki, przez co poszłam spać bez kolacji. Mój organizm widocznie nie był z tego zadowolony.
-Nie znalazłam nic oprócz ogórków i dżemu, masz pustki w lodówce.- Zauważyła zatroskana Rosie.
-Ech, nie miałam czasu na zakupy- Mruknęłam, przegryzając ciepłą kromkę pieczonego chleba.- W szafce na dole jest krem czekoladowy, zawsze coś.
-Powinnaś się zacząć zdrowo się odżywiać.
-To zależy co masz na myśli mówiąc "zdrowo".- Przedstawiłam palcami cudzysłów.- Warzywa pozbawione witamin, przez czyszczenie chemiczne? Kilkukrotnie rozmrażane mięso? Jajka od kur trzymanych w ciasnych klatkach? Nie wiem czy chcę takiego "zdrowia", kochanie.- Stwierdziłam hardo.
-No wiesz, domowe posiłki zawsze są lepsze niż śmieciowe żarcie...
-Nie jadam fast foodów!- Obruszyłam się.- Ale nie stać mnie na zupełnie ekologiczną żywność, bo kosztuje teraz majątek.- Wzruszyłam ramionami z rezygnacją.- Stołuję się w restauracjach, między innymi w naszej Tasty Touch, więc chyba nie mam co narzekać!- zachichotałam, na co Rose mi zawtórowała.
-Faktycznie, ale mogłabyś czasem wpadać ze mną do mojej mamy, żeby nie jeść ciągle na mieście.
-Nie mam nic przeciwko. Tylko bez przesady, bo nie chcę nadużywać waszej gościnności. - Posłałam jej szeroki uśmiech.
-No coś ty!
-Dziękuję, że się o mnie troszczysz, ale ani głodówka ani cholesterol mi nie grożą. Radzę sobie, naprawdę.- Zapewniłam, całując ją w policzek.
-Okej, ale mam cię na oku, River- Szatynka zmrużyła jedno oko i wycelowała we mnie nóż umazany czekoladą. Zaśmiałyśmy się ponownie i dokończyłyśmy śniadanie.
Cóż za miły początek dnia! Jaka szkoda, że nauka do testu mogła mi szybko popsuć humor.
     Po śniadaniu Rosie wróciła do swojego mieszkania, żeby skończyć aranżację makiety  pokoju, którą musiała oddać w terminie na zaliczenie.Kocham to co robię, ale czasem żałuję, że nie wybrałam jakiegoś bardziej artystycznego profilu, tak jak ona. Dbam o otoczenie i zależy mi na naszej planecie, uwielbiam wszelkie zwierzęta oraz rośliny. Powinnam czuć się spełniona, jednak nie zawsze tak jest. Być może to tylko pozory, ale architektura wnętrz wydaje mi się łatwiejsza, niż moja działalność środowiskowa. Mogłam jeszcze wybrać dziennikarstwo, ale nie... Po wyjeździe z rodzinnego miasta zmieniłam nawet kierunek studiów, żeby całkowicie zamknąć tamten rozdział życia. A teraz zdarzało mi się płacić za swoją decyzję.
Chociażby wielogodzinną nauką pojęć i metod związanych z ochroną natury.
-Weź się wreszcie za robotę- Mruknęłam sama do siebie i mobilizując się w ten sposób przysiadłam do książek.

~*~

Nieprzyjemne dźwięki pukania w okno dostały się do moich uszu, wyrywając mnie ze snu. Podniosłam głowę znad podręczników i zamrugałam zaspanymi oczami. Najwyraźniej ucięłam sobie drzemkę przy nauce, obśliniając przy tym zdjęcie wieloryba szarego. Stukanie nasilało się, a ja z zaskoczeniem uświadomiłam sobie, że nie był to tylko odgłos kropli deszczu. Podskoczyłam na krześle, kiedy coś po raz kolejny uderzyło w szklaną powierzchnię. Czy to... Kamień? I następny, następny, coraz mocniej. Wyjrzałam na zewnątrz, ale na dworze już się ściemniło i nie mogłam dostrzec zbyt wiele, oprócz... sportowego auta. Chociaż prawdopodobnie było czarne, zauważyłam jego charakterystyczny kształt, rozciągły przód, niskie zawieszenie. Przełknęłam nerwowo ślinę. Znałam przecież tylko jedną osobę, która woziłaby się taką furą.
Harry Pojebany Prześladowca Styles.
Natychmiast cofnęłam się od parapetu, gorączkowo próbując złapać oddech. W tej samej chwili rozległ się odgłos tłuczonego szkła, kiedy wielki głaz wybił szybę, po czym przetoczył się po pokoju i upadł tuż pod moimi nogami. W duchu zaczęłam panikować. Nie sądziłam, że ten psychol mógłby wpaść na coś takiego! Wtem jego sylwetka wyłoniła się z mroku, bezczelnie dostał się do mojego pokoju przez otwór w oknie. Chwycił mnie za ramię i warknął:
-Idziemy maleńka, twój potulny baranek już nie będzie taki miły.

________________________________________________________________________
Oto pierwszy rozdział w 2014!
Jeszcze raz życzę Wam wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku ♥
Dziękuję za tyle komentarzy pod poprzednim postem
do następnego!