poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 10

27 komentarzy:
WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!!! 

~Grace~

(piosenka po kliknięciu w tekst)

Możesz iść do domu
Uciec od wszystkiego
To po prostu niepotrzebne
   Resztki mojego twardego snu gdzieś uleciały, a umysł powoli się rozbudzał. Leniwie rozchyliłam powieki i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Byłam w swoim pokoju. Nie mogłam sobie przypomnieć co się wczoraj stało, ale podświadomość podpowiadała mi, że nie było to coś zwyczajnego. Nagle mój telefon wydał z siebie początek jakiejś tanecznej piosenki, zdecydowanie zbyt głośnej, zważając na mocne zawroty głowy, które odczuwałam. Próbowałam sięgnąć na szafkę, jednak jakikolwiek ruch krępowało mi kilka grubych koców oraz przeszywający ból w całym ciele. Po kilku minutach walki z komórką nareszcie udało mi się jej dosięgnąć. Widocznie komuś bardzo zależało na kontakcie ze mną i dobrze, bo mój rozmówca nie poddał się już po pierwszym sygnale.
-Halo?- zapytałam cicho, po kliknięciu zielonej słuchawki. Nawet nie spojrzałam na wyświetlacz, lecz nie było to potrzebne, gdyż od razu rozpoznałam głos Rose.
-Grace?! Jezu, nareszcie! Jesteś w mieszkaniu? Wpadnę zaraz- oznajmiła.
-Um... Ja... Tak... Eee...- wyjąkałam nieskładnie słabym głosem, jednak przyjaciółka już się rozłączyła. Chwilę później zamek w drzwiach zaszczękał, a odgłos kroków rozniósł się po domu. Dziewczyna kręciła się chwilę po pokojach, zanim skierowała się do mojej sypialni.
-Bingo!- zawołała radośnie, dostrzegając mnie, ale uśmiech momentalnie zszedł z jej twarzy, kiedy podeszła bliżej.
-C-co... C-co... O mój Boże... Co ci się stało? Grace... Ty... Ty wyglądasz...- dukała, wpatrując się we mnie zszokowana.- To on, prawda? To on ci to zrobił! Gdzie? Jak? Dlaczego?- panicznie zasypała mnie gradem pytań. Wspomnienie poprzedniego dnia przemknęło wyraźnie w mojej pamięci, rozjaśniając mi zaistniałą sytuację.
-T-tak... W-wybił okno i wszedł przez nie.- wychrypiałam.- Wywiózł mnie za miasto... wpadł w szał. Dowiedział się, że o nim mówiłyśmy, że opowiadałam ci o naszej przeszłości, że miałam na niego swoje sztuczki. Przypiął mi podsłuch.- zakończyłam półszeptem.
-Co?! Jak to podsłuch?!
-Przyczepił mikrofon d-do... do mojej sukienki... na spotkaniu... pewnie w łazience.
-Nie, pojebany! Nie wytrzymam, co za skończony fiut!- krzyczała zdenerwowana. Dawno nie widziałam Rosie tak wkurzonej .Natężenie jej nienawiści do Stylesa podskoczyło do samego końca, rozbijając słupek swojej miary na tysiące kawałków. Zatrzymała przepełniony złością wzrok na mojej skonsternowanej twarzy i natychmiast złagodniała.
-Kochanie... Jak się czujesz?- zapytała mnie już spokojniej.
-No... Źle! Naprawdę okropnie, wszystko mnie boli! Ledwo jestem w stanie mówić, a co dopiero się ruszać. Mam jutro popołudniową zmianę, nie mogę iść do pracy w takim stanie!- przyznałam, a łzy zaczęły wzbierać w moich oczach
-Och, oczywiście, że nie możesz! Hmm... Zadzwonię do Ryana.
-I co mu powiesz? "Hej Gardner, Grace nie może przyjść do roboty, bo pobił ją jej pierdolnięty były, który na dodatek jest twoim kuzynem"?
-Przestań, coś wymyślę. To nie w moim stylu, ale dla ciebie... Spróbuję go jakoś ugłaskać.- stwierdziła, wyciągając z kieszeni telefon, po czym wyszła z pokoju.
Na moment znowu znowu zostałam sama ze swoim cierpieniem i przemyśleniami. Kilka spraw nie dawało mi spokoju. Mianowicie: kiedy wreszcie zniknie ból oraz te siniaki? Jak żałośnie musiałam przez nie wyglądać? Gdzie Rose była tego wieczora, gdy ja wychodziłam z Harrym? Przede wszystkim nurtowały mnie myśli gdzie on jest, co robi, jak sam się czuje po tym co mi zrobił? Czy w ogóle przejął się tym, że pobił mnie prawie do nieprzytomności, czy może, jak zwykle bywało, totalnie to olał i później uda, że nic się nie wydarzyło? Ugh, czemu ja właściwie się łudzę, że tym razem będzie inaczej, że się zmienił? Jest tym samym dupkiem, podłym damskim bokserem, upartym osłem i chorym zazdrośnikiem.
"Ludzie się nie zmieniają, Grace".

-Okej, załatwione.- oznajmiła dziewczyna, pojawiając się z powrotem przy moim łóżku.- Ryan się zgodził, żebym cię zastąpiła.
-Ale.. ale ty masz jutro wolne, nie chcę ci go zabierać, ja...
-Żadnych "ale". Nie dasz rady pracować, więc zrobię to za ciebie i nawet nie próbuj protestować. Z resztą... nam jest to nawet na rękę...
-Co masz na myśli?
-Więc... Byliśmy wczoraj na randce. Miałam do ciebie zadzwonić, ale w końcu nie chciałam ci przeszkadzać w nauce.- powiedziała patrząc na mnie przepraszająco, kiedy wybałuszyłam oczy.
-Ach, to... to świetnie. Cieszę się razem z tobą, naprawdę- wysiliłam się na niemrawy uśmiech, bo chociaż mówiłam szczerze, to opuchnięta twarz nie ułatwiała mi okazania radości.
-Tak mi przykro, że nie było mnie w domu, kiedy Harry po ciebie przyszedł. Może gdybym została, nie przechodziłabyś teraz przez ten ból....
-Rose, przestań się obwiniać! Mam szczęście, że jesteś moją przyjaciółką, to wspaniałe, że się o mnie troszczysz, ale masz swoje życie uczuciowe i o nie również powinnaś zadbać.
-No dobrze- szatynka uśmiechnęła się i odetchnęła z lekką ulgą.- Zajmę się nim jutro, a teraz doprowadzę cię do porządku.- oznajmiła, udając się do łazienki po apteczkę. Zabawne, już drugi raz w tym tygodniu używała jej z tego samego powodu.... Uwolniła mnie z kokonu kilku koców i ostrożnie pomogła ściągnąć ubrania, które od razu wylądowały w koszu na pranie. Zostałam w samej bieliźnie, jednak nie czułam się ani trochę skrępowana swoją półnagością w obecności przyjaciółki, doskwierał mi tylko chłód. I ból. Z każdym najmniejszym ruchem. Rose uważnie przyjrzała się mojemu ciału i zabrała się za oczyszczanie go. Delikatnie zmywała wilgotnym wacikiem plamy z błota, zaschniętą krew i resztki trawy. Przydałby mi się dokładny prysznic, ale obie wiedziałyśmy, że nie dałabym sobie z tym rady. Następnie odkaziła przetarcia oraz rozcięcia na skórze, po czym zakleiła je plastrami. Było ich wiele, przez co zużyła prawie całą paczkę opatrunków.
-No, no, chociaż łaskawie opatrzył ci kostkę...- mruknęła z przekąsem, zdejmując gazę. Nałożyła zimny żel pachnący ziołami i owinęła kończynę w świeży bandaż. To samo zrobiła z nadgarstkiem, który zawiązała na prowizorycznym temblaku.- Właściwie gotowe.- stwierdziła z lekkim uśmiechem, który mówił "wszystko będzie dobrze... mam nadzieję".- Dam ci jeszcze jakąś mrożonkę do przyłożenia na twarz. Teraz musisz odpoczywać.
-Nie chcę siedzieć tu sama- zaskomlałam.
-Spokojnie, zostanę z tobą.

~Harry~


   Przechadzałem się po ruchliwej uliczce tuż przy pałacu Westminster. Miałem kilka spraw do załatwienia na mieście, ale nie przejmowałem się czasem. Pomimo paru ważnych spotkań służbowych na dzisiaj myślałem o jednym, prywatnym, najważniejszym.
Grace.
Poprzedniej nocy nawet na chwilę nie zmrużyłem oka, rozpamiętując to co się stało. Moja własna głupota i agresja doprowadziły mnie do tego, że znowu to zrobiłem. Uderzyłem ją, ba, wręcz skatowałem! Przez to bardziej znienawidziłem samego siebie, o ile to było jeszcze w ogóle możliwe.
  Moją uwagę przykuł kolorowy szyld sklepu zoologicznego. Po krótkim namyśle wszedłem do środka i rozejrzałem się.
-Mogę w czymś pomóc?- zagadnął sympatycznie wyglądający pan za ladą.
-Um... Właściwie... Chciałbym kupić prezent.
-Jesteś pewien, młodzieńcze, że szukasz podarunku w odpowiednim miejscu?- zadał dziwne pytanie, świdrując mnie wyrazistymi oczami o mądrym spojrzeniu.
-Eee... pomyślałem, że coś żywego byłoby... bardziej osobiste? No... dla wyjątkowej osoby.
-Oczywiście, w takim razie jakiego zwierzątka życzyłaby sobie ta wyjątkowa osóbka?
-Właśnie... Może... Nie wiem... Pamiętam, że zawsze lubiła koty... Och, ale...
-Spokojnie- staruszek przerwał łagodnie moje jąkanie- Posiadanie pupila to będzie dla niej odpowiedzialność, więc zastanów się dobrze.- Poklepał mnie po ramieniu, uśmiechając się życzliwie.
-Ja... Tak, niech będzie kot.
-Jak sobie życzysz.- mężczyzna poprowadził mnie między regałami do odpowiedniego kojca. Zza prętów przestronnej klatki spoglądało na mnie kilkanaście par mały oczu, które błagały wzrokiem, by wybrać właśnie je. Ciekawskie kotki od razu zbliżyły się, żeby mnie obwąchać, jednak jeden pozostał z tyłu. Malutki, biały i puchaty, o niezwykle turkusowych tęczówkach. Kucnąłem i wyciągnąłem rękę, a dopiero wtedy ochoczo do mnie podszedł. Pewnie to było zwykłe kocie zachowanie, ale skojarzyło mi się z Grace. Z początku był nieśmiały, ale przy bliższym poznaniu radosny i żywiołowy, dokładnie jak ona. Możliwe, że wszelkie skojarzenia z nią to już wynik obłędu, ale postanowiłem zaufać intuicji.
-Ten jest idealny- oznajmiłem.
-Raczej ta- poprawił mnie, chichocząc cicho.
-Więc poproszę ją- zaśmiałem się niemrawo. Zapłaciłem za zwierzątko oraz kilka innych potrzebnych rzeczy: jedzenie, zabawki, legowisko.- Czy mógłby mi pan wyświadczyć jeszcze jedną przysługę?- zapytałem przy kasie.
-No cóż, chłopcze... Na czym miałaby polegać?
-Chciałbym żeby adresatka dostała ten prezent jak najszybciej, a ja nie będę miał na razie czasu, żeby go dostarczyć. Dałby pan radę zrobić to za mnie? Nawet dopłacę, bardzo mi zależy.
-Zgoda, zostaw mi tylko adres i może jakąś informację dla tej, jak się domyślam, szczęśliwej damy.- facet uśmiechnął się życzliwie. Taaa... moja dama raczej nie była zupełnie szczęśliwa tego dnia. Miałem nadzieję, że prezent poprawi jej humor i pozwoli chociaż na chwilę zapomnieć o krzywdzie, którą jej wyrządziłem.
  Zadowolony opuściłem sklep i nakierowałem swój umysł na sprawę, którą miałem do załatwienia. Musiałem się skupić, a to nie jest łatwe, kiedy kolejny raz spierdoliło się relację z najważniejszą osobą swojego życia. Relację, której nawet nie zdążyła się dobrze rozpocząć na nowo. Dlaczego muszę być takim bipolarnym dupkiem?! Rozgoryczony ruszyłem przed siebie, zaciskając pięści w kieszeniach płaszcza. Postanowiłem. Muszę to jakoś odkręcić...

~Grace~
   Po kilkunastu minutach wysiłku, Rose nareszcie udało się przetransportować mnie na kanapę w salonie, by było mi raźniej. Przyjaciółka właśnie pichciła coś na lunch, a ja beznamiętnie spoglądałam na jakiś program w telewizji, próbując odwrócić swoją uwagę od nieustającego bólu. Nagle rozbrzmiewający dzwonek do drzwi wywołał szatynkę z kuchni.
-Kto to?- zapytałam najgłośniej i wyraźniej jak potrafiłam, kiedy poszła otworzyć. Z trudem próbowałam podnieść głowę, by zobaczyć naszego gościa.
-Yyy... właściwie...- zaczęła, wracając z przedpokoju. Niosła w ręce jasnoróżową torbę z siatką na przodzie.- Powinnaś zapytać co to.- dokończyła, stawiając przede mną nosidełko. Niepewnie je rozsunęła i zajrzała do środka.
-O mamusiu... Tylko spójrz ta tego słodziaka, Grace!- zapiszczała z entuzjazmem biorąc na ręce białą, puchatą kulkę.
-K... K-kotek?- zdziwiłam się. -Co do cholery on tu robi?- mruknęłam.
-Nie mam pojęcia, ale jest piękny!- zachwycała się.- No i... dla ciebie. Przy torbie jest karteczka.- oznajmiła, po czym  ostrożnie położyła mi kociaka na kolanach. Faktycznie był śliczny. Jego małe, lecz szeroko otwarte oczka miały głęboki kolor topazu, co niezwykle odbijało się wśród bielusieńkiego futerka. Poczułam ciepło na sercu, widząc to małe, niezwykle urocze i nieporadne stworzenie. Mimowolnie się rozchmurzyłam i jedną sprawną ręką przytuliłam go do siebie.
-Nie wiem skąd się wziąłeś, ale poprawiłeś mi humor, wiesz kochanie?- powiedziałam, całując go w główkę.- Chyba nie mam wyjścia i będę musiała cię zatrzymać.
-Tak! Tak oto zyskałaś swojego pupilka. Masz jakieś przypuszczenia od kogo on jest? Szczerze mówiąc, mi przychodzi do głowy tylko jedna osoba....
-Oświeć mnie Rosie.
-Myślę, że to mógł być Joel.
-Co?!-zawołałam zdziwiona.- Niby czemu? Przyjaźnimy się, fakt, ale po co nagle miałby obdarowywać mnie prezentami i to jeszcze żywymi?
-Bo się w tobie buja, głuptasie! Prawie codziennie obserwuję jak wodzi za tobą wzrokiem, kiedy sprzątasz, czy obsługujesz klientów restauracji, jak posyła ci te nieśmiałe uśmiechy, a potem jąka się podczas rozmowy. To oczywiste, że mu się podobasz!
-Och... jejku, ja... nie wiedziałam- zarumieniłam się i przygryzłam lekko dolną wargę.- Um... lubię go, ale nie wiem czy... to znaczy....
-Spokojnie, następnym razem po prostu przypatrz się uważnie jak na niego działasz- zaśmiała się, puszczając do mnie oko, po czym wróciła z powrotem do kuchni.
Joel był naprawdę świetnym facetem, jednak nigdy nie uważałam go za kogoś więcej niż kumpla. Nigdy też nie sądziłam, że może się we mnie podkochiwać... ktokolwiek. Nie oszukujmy się, jedynym chłopakiem jakiego kiedykolwiek miałam był Harry, więc nie miałam pojęcia jak to jest być z kimś innym. Odkąd wyjechałam z rodzinnego miasteczka uparcie utrzymywałam status singielki, zbyt zmęczona poprzednimi doświadczeniami, by znowu się z kimś umawiać. Wciąż nie byłam pewna, czy powinnam to zmienić.
   Na dworze było już ciemno, w dodatku się rozpadało. Leżałam na kanapie i głaszcząc kotka wpatrywałam się w krople deszczu, które rytmicznie stukając o szybę wybijały nostalgiczną melodię. Niespodziewanie za oknem mignęła mi jakaś postać.
-Widziałaś to?- lekko szturchnęłam w ramię Rose i wskazałam na podwórko.
-Ale co?- zapytała.
-Ktoś tam był- oznajmiłam niespokojnie, próbując wytężyć wzrok i dostrzec nieproszonego gościa, jednak on zniknął. Jak na zawołanie rozległo się donośne pukanie do drzwi. Siedząca obok dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona, po czym wstała żeby otworzyć. Wychyliłam się i obserwowałam sytuację z salonu.
-Co ty tu robisz?!- Rosie oburzyła się, widząc kto postanowił złożyć mi wizytę. W progu stał Harry. Woda skapywała z końcówek jego loków i płaszcza, mocząc moją wycieraczkę. Najwidoczniej nie spodziewał się, że zastanie u mnie przyjaciółkę, a to zaskoczenie było mu nie na rękę.
-Wpuść mnie- powiedział spokojnie, ale szorstko.
-Ha, co? Nie ma mowy! Narobiłeś w ostatnim czasie już wystarczająco dużo problemów.
-Muszę porozmawiac z Grace.
-"Porozmawiać" tak samo jak wczoraj? To może od razu powiedz, że masz zamiar ją pobić! Jak w ogóle śmiesz tu przychodzić, po tym co jej zrobiłeś?!- wysyczała złośliwie.
-Chcę to wyjaśnić, nie mam złych zamiarów- tłumaczył się. Próbował wejśc do przedpokoju, ale Anderson ciągle  zagradzała mu drogę.
-Nigdzie nie idziesz.- stwierdziła, krzyżując ręce pod piersiami. Zdziwiłam się, ile odwagi i upartości miała w sobie ta delikatna osóbka, a zazwyczaj tego nie okazywała.
-Posłuchaj Rose- zaczął Styles, wbijając w nią pewne spojrzenie.- Gdybym chciał, już dawno rozpierdoliłbym te drzwi i wepchnął się tam siłą, ale grzecznie cię proszę żebyś mnie wpuściła, więc po prostu daj mi się z nią zobaczyć. Proszę.- jego twarz złagodniała; wyrażała lekką obawę czy dziewczyna posłucha. Rosie westchnęła zrezygnowała i po namyśle przepuściła go dalej.
-Wejdź, ale pamiętaj, że będę wszystko uważnie obserwować, więc jeśli cokolwiek jej zrobisz to własnoręcznie urwę ci jaja i natychmiast zadzwonię po policję.- syknęła ostro i wróciła do salonu.
-Um... okej...- odparł zmieszany chłopak, po czym skierował się za nią.
-Masz gościa. Nie jestem przekonana czy mile widzianego, ale cóż... Gdyby coś, to jestem w kuchni.- zwróciła się do mnie przyjaciółka. Podejrzliwie zlustrowała szatyna od góry do dołu, a następnie opuściła pomieszczenie.
   Zapadła niezręczna i niezwykle krępująca cisza. Atmosfera była tak gęsta, że spokojnie można by ją kroić nożem. Harry wlepił we mnie wzrok, wręcz czułam jak mnie nim prześwidrowuje, jednak ja unikałam patrzenia mu w oczy. Jak to miałam w zwyczaju podczas stresujących sytuacji- spuściłam głowę, aby moja twarz mogła się ukryć wśród okalających ją włosów. Mój "mile widziany gość" głęboko odetchnął, kucnął przede mną i wreszcie odezwał się:
-Przepraszam.
 Powoli  podniosłam na niego zdziwione spojrzenie i konsternowana rozchyliłam wargi. Czy ja dobrze słyszałam?
-C-co?- zapytałam cicho, zbyt szokowana, by na tamtą chwilę wydusić z siebie coś więcej.
-Przepraszam cię, Grace.- powtórzył spokojnie, ale stanowczo.
To niemożliwe. Na pewno znowu się przesłyszałam. Albo zgłupiałam od leków przeciwbólowych i mam jakieś halucynacje. Tak doskonale mi znany Harry Styles, nigdy, absolutnie nigdy, przenigdy mnie przeprosił. Nigdy, w ciągu tylu lat naszej znajomości, nie przepraszał. Ani wtedy, kiedy niechcący potłukł szklankę, ani wtedy, kiedy zabarwił całe białe pranie na różowo, ani wtedy, kiedy powiedział mi o kilka niemiłych rzeczy za dużo, ani nawet po każdym razie kiedy mnie uderzył. Nigdy. Po prostu nigdy nie przepraszał.
  Szerzej otworzyłam usta i z niedowierzaniem pokręciłam głową. Nie umiałam stwierdzić, czy on to rzeczywiście powiedział, czy tylko to sobie wyobraziłam. Wzdrygnęłam się, kiedy jego chłodna, wilgotna od szalejącego na dworze deszczu dłoń delikatnie dotknęła mojej.
-To co zrobiłem wczoraj nie powinno było się wydarzyć. Naprawdę tego nie chciałem. Przyszedłem, żeby sprawdzić jak się czujesz.- powiedział drżącym głosem, patrząc na mnie błagalnie i oczekując jakiejkolwiek reakcji. Próbowałam sobie wmówić, że nie wyrwałam ręki z jego lekkiego uścisku, bo byłam zbyt obolała, jednak gdzieś w głęboko w moim mózgu pojawiła się myśl, że może brakowało mi jakiegoś czułego fizycznego kontaktu z nim.
-Ugh, ty... ja... myślę, że sprowadziło cię tu poczucie winny.- oznajmiłam po chwili.- Wyrzuty sumienia nie dawały ci spokoju, tak? Chciałeś zapewnić samego siebie, że nie jesteś pozbawionym skrupułów kutasem, ale wyobraź sobie, tylko udowodniłeś, że jednak nim jesteś.- mówiłam coraz bardziej wściekła, a łzy goryczy piekły mnie pod powiekami.- Nie wierzę, że nagle szczerze zapragnąłeś przeprosić mnie pierwszy raz w życiu. Nie wierzę, że po tym wszystkim co mi zrobiłeś nagle stałeś się inny. Mama zawsze mi powtarzała, że ludzie się nie zmieniają i całkowicie się z nią zgadzam.- powiedziałam ckliwie, a dwie krople potoczyły się wolno po moich policzkach. Zielonooki splótł razem nasze palce i dalej się we mnie wpatrywał, nie przerywając mi, kiedy kontynuowałam swój rzewny monolog:- Szukasz mnie, niespodziewanie wracasz do mojego życia, wywracasz je do góry nogami. Zupełnie motasz mi w głowie, Harry. Co innego myślisz, co innego mówisz, co innego robisz. Nie wiem, które z twoich oblicz jest prawdziwe. Niczego, co jest związane z tobą, nie mogę być już pewna i...- zamilkłam w połowie zdania, czując ciepłe, miękkie wargi przywierające do moich. Harry przerwał mi długim, delikatnym pocałunkiem, który dosłownie zamknął mi usta. Poddałam się mu, będąc na tyle zaskoczoną, by nie wiedzieć co innego zrobić.
-Masz rację, jestem nieprzewidywalny i czasem sam siebie nie rozumiem. Ale przynajmniej jedno, czego możesz być pewna to to, że cię kocham.- wyszeptał pomiędzy płytkimi oddechami, stykając nasze czoła. Zamarłam. Zupełnie osłupiałam. To jakieś pieprzone urojenia, ja autentycznie zwariowałam!
-Kocham cię jak szaleniec, dlatego robię różne głupie rzeczy, które najczęściej mają odwrotny skutek. Przejrzałem na oczy, chcę to zmienić. Postaram się, Grace.- dokończył. Zaczął muskać wargami każdy kawałek mojej twarzy, szczególnie zatrzymując się na rankach i siniakach, jakby chciał scałować cały ból, który sam mi zadał. Oszołomiona kolejną tak dużą dawką szczerego, czułego dotyku swojej dawnej miłości, przymknęłam powieki i chcąc nie chcąc- rozkoszowałam się chwilą. Po chwili chłopak oderwał się, spojrzał mi figlarnie w oczy i zapytał:
-Podoba ci się prezent?
-P-prezent?
-Ten mały, plączący mi się pod nogami szkrab- zachichotał, wskazując na białą kuleczkę tarzającą się po podłodze.
-Jest od ciebie?- zapytałam, naprawdę poruszona.
-Oczywiście, że tak. Jeśli nie myślałaś jeszcze nad imieniem, to na twoją cześć nazwałem ją Fever, bo doprowadzasz mnie do gorączki- oznajmił, wywołując rumieniec na moich policzkach.
-Och, ciekawe. W sumie bardzo ładne- przyznałam, lekko uśmiechając się przez łzy.
Styles również ukazał rządek idealnie białych zębów oraz urocze dołeczki w policzkach, które zawsze tak na mnie działały. Nagle spojrzał nerwowo na zegarek i zaklął pod nosem, a na jego ustach pojawił się grymas niezadowolenia.
-Z wielką chęcią zostałbym przy tobie całą wieczność, żeby móc chociaż patrzeć ci w oczy, dotykać twoje ciało i rozmawiać przez długie godziny, ale teraz... cholera, muszę iść.- mruknął markotnie, następnie wstał i pocałował wierzch mojej dłoni, którą trzymał przez cały czas. Poczułam chłód, kiedy puścił ją i ułożył z powrotem na siedzenie kanapy.
- Wkrótce znów się zobaczymy, skarbie.- stwierdził zalotnie, po czym udał się do drzwi. 
Patrzyłam jak jego sylwetka znika za progiem i wtapia się w mrok wieczoru. Nie do końca jeszcze docierało do mnie to, co się właśnie zdarzyło. Ostatnia zbłąkana łza z niewiadomej przyczyny, niepozornie spłynęła z twarzy na ziemię. Poczułam buziak w czubek głowy i ramiona otulające mnie od tyłu, a kojący głos Rose zabrzmiał echem w moich uszach:
-Spokojnie, wszystko się ułoży. Mam nadzieję.

_________________________________________________________
WAŻNE
Moi drodzy! 
Chcę wyjaśnić kwestię tak rzadko dodawanych rozdziałów.
To co teraz powiem (napiszę) nie jest w żadnym stopniu wykrętami, tylko czystą prawdą. 
Ze względu na nieoczekiwany splot niesprzyjających wydarzeń wręcz nie miałam możliwości żeby cokolwiek pisać. Otóż w jednym miesiącu miałam kilka konkursów i masę ważnych sprawdzianów, a jakby tego było mało to w tym samym czasie zepsuł mi się i telefon i komputer, przez co przynajmniej połowa rozdziału, który zapisałam w notatkach na fonie dosłownie przepadł, w dodatku nie byłam w stanie wejść na bloggera by to nadrobić. Także nie kazałam Wam czekać specjalnie. Kochani, ja naprawdę mam w domu kalendarz, wiem jak dużo czasu minęło od 9-go rozdziału i nie jestem z tego zadowolona, ale musiałam się pogodzić z takim obrotem sprawy. Wybaczcie, nie było innej opcji. Postaram się, żeby następnym razem poszło o wiele sprawniej i szybciej.
Pomimo Waszego widocznego niezadowolenia dziękuję, że cały czas jesteście i czekacie, a Wasza niecierpliwość dodatkowo mi schlebia, bo to chyba znak, że Fear się podoba ;)
Podsumowując, NIE REZYGNUJĘ, fanfic wraca do życia! 
Do następnego! ♥